„Idź do szkoły, ucz się i zdobądź wykształcenie” – któż z nas nie słyszał tego od dziadków, nauczycieli, a często także z ust rodziców? Myślę, że problem polskiej edukacji jest bezpośrednio związany z wykształceniem finansowym, a właściwie jego brakiem. W szkole podstawowej uczyłem się pierwiastków, w gimnazjum sen z oczu zabierał mi rachunek prawdopodobieństwa, a w liceum – pochodne. Czy było mi to potrzebne? Sztuka matematyki dla samej satysfakcji?
A co z chemią kwantową, nauką budowy ciała ślimaka i stosunku jego powierzchni skóry do wielkości muszli? Wielkie zero. Muszę przyznać, że po tych kilkunastu już latach edukacji w mojej głowie zostało wiele nieprzydanych informacji, którymi mogę zabłysnąć tylko przed znajomymi.
Jakość naszej edukacji stoi na fatalnym poziomie, ponieważ szkoły robią z nas niewolników prac etatowych, nie pokazując innych alternatyw na życie. Wszędobylski konsumpcjonizm zabija resztki zdrowego rozsądku i wiele osób zamienia w niemyślące kawały mięsa.
Tak – mała groteska, ale sądzę, że w sposób właściwy ilustruje to co mam na myśli. Dlaczego nikt na drodze życia nie wskazuje młodym ludziom alternatyw? Może dlatego, że sami nauczyciele także są po tej samej stronie, po której my? Zauważam, że uczelnie wyższe (poza kilkoma, elitarnymi jednostkami) również nie błyszczą wykwalifikowaną kadrą naukową.
Przelewanie z pustego w próżne. Na wykład przychodzi człowiek, który chciałby się czegoś nauczyć, zasmakować pewnych rozwiązań, a zostaje często zbity z parteru, słuchając kolejnych linijek Wikipedii. Wydawać by się mogło, że tytuł magistra daje właściwie pewny sukces i dobry start w karierę zawodową? Nieprawda, musisz sam wypracować sobie nazwisko, pozyskać informacje i pasjonować się pracą.
Co z tą edukacją na wyższych szczeblach? Nie daje wykształcenia finansowego, nie zapewnia bytu i dalszych możliwości. Pytanie – po co w ogóle jest? Żeby Polska wypłynęła na arenę międzynarodową, chwaląc się, że w 2009r. procent wydanych tytułów studiów wyższych był najwyższy w Europie? Nie ma specjalnie z czego się cieszyć, bo papier niewiele tłumaczy. Jeśli w szkole nawet natrafisz na pasjonata finansów to prawdopodobnie uczy się z książek największych - światowych twarzy. Gdzie literatura odnosząca się bezpośrednio do naszej gospodarki?
W tym artykule postawiłem więcej pytań niż odpowiedzi, bo targają mną nerwy. Dziś studiuję, najchętniej rzuciłbym to i zaczął robić swoje, ale tytuł jest mi także potrzebny. Panujące przeświadczenie, że wszyscy dziś muszą mieć wykształcenie wyższe buduje kręgosłup moralny, który nie sposób złamać. Wpajane przez lata mitologie każą Ci studiować, ale Ty dalej nie masz pomysłu na życie. Papier może się przyda, a może nie – taka edukacyjna patologia.
Tu nie ma co komentować, tu trzeba się zgodzić.
Cały czas noszę się z zamiarem założenia strony, na której mógłbym dawać upust swojej irytacji w formie pisemnej