Każdy zapalony kibic piłkarski, którego klub pochodzi z zagranicy, marzy o tym by przynajmniej raz znaleźć się na jakimś ważnym meczu swojej ukochanej drużyny. Moim faworytem od wielu, wielu lat jest Portugalski klub, Benfica Lizbona. Magia ich futbolu oczarowała mnie po obejrzeniu ich wystąpienia w lidze mistrzów. Ich technika, umiejętności, pasja, coś pięknego. Jako że ostatnio w pracy zostałem doceniony (myślałem że w ty stuleciu to nie nastąpi już), dostałem podwyżkę, dzięki której mój wyjazd na finał tegorocznej ligi mistrzów stał się realny. Ba, wręcz pewny.
Sprawą pierwszorzędną było zakupienie biletu, a że finał miał odbyć się za niespełna dwa tygodnie, szanse malały z dnia na dzień, ale na szczęście w takich wypadkach mam asa w rękawie, mianowicie mojego przyjaciela, który potrafi załatwić dosłownie wszystko, wszędzie i dla każdego. Mam wrażenie czasem, że ma nawet wtyki w NASA. Nie wnikam w to, aczkolwiek, był mi winien przysługę, dlatego postanowiłem się do niego zwrócić z prośbą o to. Jak zwykle, nie rozczarował mnie, nie słyszałem chwili zawahania w jego głosie. Krótko mówiąc, za zajątrz miałem bilet w ręku… nie żebym się zastanawiał, albo wątpił, zresztą nie ważne, miałem bilet, to dla mnie najważniejsze.
Druga sprawa, trzeba załatwić jakiś pokój w hotelu w Lizbonie. To akurat żaden problem, przecież jadę do stolicy przepięknego kraju położonego nad oceanem Atlantyckim, dlatego pewnie sieć hotelowa jest tam bardzo rozbudowana. Zdecydowałem, że przyjadę odwiedzić to miejsce tydzień wcześniej, jako że przeczytałem troszkę o tej lokalizacji, postanowiłem połączyć kibicowanie z turystyką.
Ów Lizboński hotel w którym zamieszkałem zrobił na mnie ogromne wrażenie, skoro hotel średniej klasy tak wygląda, to co dopiero musi oferować samo miasto. Zdążyłem odwiedzić w sumie tylko 5 zabytków, między innymi zamek św. Jerzego, katedrę świętego Antoniego oraz pomnik odkrywców, ponieważ większość czasu spędzałem w pubach, które mnie tak oczarowały, że nie mogłem się oprzeć przesiadywaniu w nich i rozmowie z tutejszymi kibicami, znającymi dobrze angielski którzy okazali się być niesamowicie mili i przyjaźnie nastawieni do mnie, cieszyło ich to, że ich klub ma zwolenników także w innych krajach.
Na próżno tutaj szukać zawiści pomiędzy kibicami innych klubów, tutaj wszyscy łączą się w pasji, nie dzielą ich chore fanatyczne przekonania do klubów, traktują to w sposób, którego brakuje kibicom w wielu krajach, nic tylko brać z nich przykład.
