Autor:

Ile dają zarobić srebrne monety?

złote monetyNawet 200 proc. rocznie dają zarobić monety srebrne. Nie wszystkie oczywiście. Takie, które mają wartość kolekcjonerską i które naprawdę trudno dostać. Konkretnie – Zygmunt August pokazany w półpostaci.

Król Zygmunt miał szczęście. Panował w okresie, który przyjęto nazywać złotym wiekiem. Ceny zboża na zachodzie rosły, a polska szlachta sprzedawała je masowo korzystając z gdańskiego portu.

Zyskiwali nie tylko uprzywilejowani, ale też chłopi. Po raz ostatni chyba w przedrozbiorowej historii. Zygmunt August ma też szczęście do numizmatów. Monety srebrne z wizerunkiem jego półpostaci sprzedawane są dzisiaj w cenie 2,3 tys. zł.

Kto kupił monety srebrne z wizerunkiem króla w 1996 roku, gdy zostały wyemitowane, zarobił w sumie 3 tys. proc. W przeliczeniu na zyski roczne daje to około 200 proc. Przy takim zwrocie z inwestycji chowa się giełda, złoto czy surowce.

Być może jednak jest to odosobniony przypadek. Wyjątkowa moneta, która daje wyjątkowe zyski. Być może. Ale inne monety wyemitowane w 1996 roku także dają zarobić. I to znacznie więcej niż inne inwestycje.

Weźmy na przykład jeża. Wydane w cyklu zwierzęta świata monety srebrne kosztowały w 1996 roku 37 zł za sztukę. Dziś ich cena sięga 900 zł. Nawet po uwzględnieniu inflacji stopa zwrotu wynosi w przypadku jeża ponad 1,1 tys. proc. Czyli 78 proc. w skali roku!

A jak jest z innymi monetami? Na przykład moneta wybita z okazji czterech wieków stołeczności miasta Warszawa kosztuje dziś 350 zł. Niby niewiele, ale jednak. Bo w 1996 roku jej cena emisyjna wynosiła 37 zł.

I znowu – po uwzględnieniu inflacji inwestor, który kupiłby taką monetę mógłby liczyć na zysk w wysokości prawie czterystu procent. 26 proc. rocznie.

Z całego zestawu monet najmniej korzystnym zakupem byłby Stanisław Mikołajczyk. Monety srebrne z wizerunkiem premiera i przywódcy Polskiego Stronnictwa Ludowego kosztowały piętnaście lat temu 25 zł za sztukę. Dziś cena sięga 220 zł.

Jak to wygląda w przeliczeniu? Kto kupił monetę w czasie emisji, zarobił prawie 360 proc. Rocznie daje to zysk w wysokości 24 proc.

Takie dane to zresztą jeszcze nic. Załóżmy, że inwestor miał w 1996 roku środki na zakup całego portfela monet. W sumie – osiem tysięcy złotych. Na każdy z wyemitowanych krążków przeznaczył tysiąc złotych – dywersyfikując swój portfel. Na wszelki wypadek.

Po piętnastu latach jest posiadaczem monet o ogólnej wartości prawie 88 tys. zł. W ciągu 180 miesięcy zarobił więc osiemdziesiąt tysięcy złotych! Tysiąc procent z uwzględnieniem wpływu inflacji!

Problem z monetami jest taki, że w momencie emisji można je kupić tylko w wyznaczonych punktach – w oddziałach NBP. Ponieważ kolekcjonerów są tysiące, a liczba monet ograniczona – trzeba odstać swoje w kolejce. I nie ma pewności, że uda się monetę kupić. Bo sprzedaż prowadzona jest do wyczerpania zapasów. Co więcej, klient indywidualny nie może kupić większej ich liczby. To mogą robić tylko sklepy.

To wyjaśnia duże zyski z inwestycji: podaż towaru jest mała i ograniczona. A popyt coraz większy. Dlatego na monetach można zarobić. Pod warunkiem oczywiście, że uda się je kupić.

Zostaw komentarz