Bez wątpienia, jedną z bardziej interesujących kwestii prawnych dotyczących młodzieży jest kwestia posiadania prawa jazdy – a raczej niemożliwość jego uzyskania przed ukończeniem 18 roku życia. Mowa oczywiście o kategorii B – upoważniającej do prowadzenia samochodu.
Powstaje wiele sporów – nic dziwnego, skoro naprawdę duża część nieletnich chłopaków, a nawet dziewczyn potrafi jeździć, a nie może ryzykować złapaniem i ukaraniem. Moim zdaniem, często tacy młodzi kierowcy, zdając sobie sprawę z nielegalności swojej jazdy, bardzo uważają na drodze i stosują się do przepisów. Sam wiem, że możliwość prowadzenia samochodu w wieku np. lat 16 cieszy niesamowicie i powoduje mega koncentrację.
Znam pewien ciekawy przypadek. Mój kolega już w trzeciej klasie podstawówki dokonał… kradzieży samochodu ojca. Ten zauważywszy poczynania syna zamiast spuścić mu lanie – kupił mu „malucha” do treningu. Nie zapomnę miny mojej koleżanki, która zobaczyła naszego kumpla w wieku 10 lat jeżdżącego po osiedlu Fiatem 126p.
Mając 13 lat parkował do garażu Transita dziadka, teraz rodzice pożyczają mu swój samochód, gdy ma np. jechać po zakupy na osiedlu. Jeździłem z nim parę razy i naprawdę sądzę, że tacy nieletni kierowcy, jak on zasługują na możliwość zapisania się do szkoły nauki jazdy Gdynia i zdania egzaminu na prawo jazdy.
Należy też spojrzeć na popularność wśród młodzieży motorów czy quadów, których pojemność silnika przekracza zwykle normy dopuszczalne dla tej grupy wiekowej (karta motorowerowa). To sporna kwestia, ale moim zdaniem łatwiej zabić się na motorze, niż podczas jazdy samochodem. Powinno się wrócić do dawnej formy – nauka jazdy od 17 roku życia, „za zgodą rodziców”.
Może nawet z opiekunem po boku w czasie jazdy do czasu osiągnięcia pełnoletniości. Miałoby to sens, 17-latek z prawem jazdy jest bardzo użyteczny dla swojej rodziny. Poza tym, żeby nie było tak łatwo, ewentualne kary dla początkujących kierowców powinny być wyższe niż normalnie, nauczyłoby to pokory na drodze.
