Kto przechodzi koło placu zabaw, ten kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego, jak rozbudowany, skomplikowany i złożony wszechświat mija. Taki, w którym istnieją osobne prawa, regulacje i rozwiązania właściwe tylko temu miejscu.
Place zabaw są dane. Tak, jak dana jest ziemia. Wokół placu zabaw może być park, może być parking albo nieużytki. To otoczenie należy do świata placu zabaw na takiej zasadzie, na jakiej do świata pierwotnych plemion należały tereny wokół ich wiosek.
Obok, wszyscy wiedzą o ich istnieniu, ale niewielu tak naprawdę zastanawia się, co rzeczywiście się tam znajduje. Czasem jakiś śmiałek zapuści się na nieznane tereny, spotka inne plemiona lub dzikie zwierzęta i przyniesie wiadomości do wioski. Później plemię kolektywnie podejmie decyzję o wielkiej wyprawie lub o wycięciu ze świadomości danego terytorium.
Na podobnej zasadzie funkcjonują place zabaw. Dzieci spędzają czas na huśtawkach czy w piaskownicy, jednak czasem ich wzrok padnie na to, co obok. Ktoś zapuści się między samochody lub między drzewa w parku. Poszuka czegoś ciekawego – starej opony, kilku patyków czy zniszczonego wózka. Jeśli będzie warte uwagi – przyniesie i pokaże innym. Jeśli będzie trudne do przeniesienia, a wartość poznawcza szczególnie wysoka – zabierze innych w to miejsce.
Na ogół jednak większość wydarzeń rozgrywa się w zamkniętej przestrzeni jaką są place zabaw. Wydarzeń, które z punktu widzenia dorosłego nie mają większego znaczenia, ale dla biorących w nich udział dzieci stanowią kluczowy punkt dnia.
Przykład pierwszy – konflikt. Zwykle dzieci bawią się w grupach. Mogą na przykład budować w piaskownicy wielką budowlę, która w ich zamierzeniach na wieki pokaże siłę ich zdolności. Na początku wszystko idzie dobrze. Powstają pierwsze piaskowe mury, może nawet jakieś wieże robione za pomocą wiaderek czy fosa wykopana łopatką. Jednak jak zwykle przy budowlach powstających metodą zespołową pojawia się sytuacja, w której jedno dziecko chce iść w stronę obronnej fortecy, a drugie – romantycznego pałacu. Mediacji w takich przypadkach nie przewiduje się. Zaczyna się od kilku słów, szybko przechodzi do rzucania narzędzi i sypania piaskiem w oczy. Kończy się zwykle na smutnej minie i wcześniejszym powrocie do domu. Po takim wydarzeniu pół dnia jest zepsute.
Przykład drugi – wykluczenie. Może się też zdarzyć, że grupa dzieci wybierze się na plac zabaw, na którym stoją, na przykład, dwa koniki. Jak wygląda taki konik wiadomo – zabawka dla dwojga, długi pręt położony na koźle. Jeśli dzieci jest pięcioro, ktoś zostaje bez partnera. Nie tylko nie ma się z kim huśtać, ale też nie ma z kim porozmawiać. Stoi samotnie obok bawiącej się grupy, nie uczestniczy w zabawie i zaczyna czuć się coraz bardziej odrzuconym. W najlepszym wypadku odrzucenie kończy się w momencie zmiany zabawy, w najgorszym – pogłębia wraz z upływem dnia. Ci, którzy się huśtali, mają nowe, wspólne wspomnienia. Dziecko, dla którego brakło miejsca jest samo.
Takie sytuacje to w miejscach takich jak place zabaw codzienność. Dla dorosłych oznaczają kilkugodzinne epizody, czasem wymagające przytulenia czy pocieszenia dziecka. Dla dzieci jednak to traumatyczne przeżycia, które mogą wpływać na podejmowane w przyszłości decyzje. Czy jednak należy ich unikać? W żadnym wypadku. Świat jest przecież złożony, na życiowej drodze dziecka stanąć mogą różni ludzie. Place zabaw są w tym przypadku placami treningowymi, miejscami w których hartuje się charakter i kształtuje osobowość. I tak to się kręci od pokoleń.
