Wycieczka po górach

górska wycieczkaOsobiście nigdy nie lubiłam chodzić po górach być może to dlatego że nie miałam dobrej motywacji co więcej  były to zazwyczaj trasy długie i męczące. Wszystko zmieniło się gdy poznałam mojego obecnego chłopaka wielbiciela gór i wspinaczki. To on przekonał mnie do tej formy spędzania wolnego czasu.

Początkowo byłam sceptycznie nastawiona „ja i góry?” toż to sprzeczność, dodam że jestem raczej typem domatora co to by tylko siedział i czytał kryminały. Na pierwszą wycieczkę wybraliśmy się do Bielska Białej. Różne myśli kłębiły mi się w głowie głównie zastanawiałam się nad tym jak ja tam wejdę z moją nie skłamię mówiąc kiepską kondycją. Na miejsce dotarliśmy pociągiem a stamtąd podążyliśmy piechotą przez Szyndzielnię na Klimczok.

Droga nie okazała się specjalnie męcząca. Wchodziliśmy powoli robiąc przerwy. Okazało się, że nie potrzebnie się tak obawiałam. Na górze poczułam ogromną satysfakcję. Od tamtego momentu zakochałam się w górach i raz w miesiącu wybieraliśmy się by zdobyć jakiś szczyt. Podbiliśmy Zakopane, Ustroń, Brenną, Polanicę, Szczawnicę. Nie zawsze dopisywała nam pogoda, ale zawsze spotykaliśmy życzliwych nam ludzi.

Pamiętam dokładnie raz jak w Ustroniu wchodziliśmy na Czantorię i po drodze zgubiliśmy portfel niestety go już nie znaleźliśmy przez co nie mieliśmy kasy na bilet powrotny. Co więcej rozładowały nam się komórki jak na złość, jak to mówią jak się wali to wszystko na raz.  Na szczęście w jednej z restauracji pewna miła pani pozwoliła nam zadzwonić do rodziców. Dzięki niej nie musieliśmy spędzać  nocy na dworcu i cali wróciliśmy do domu. Ta sytuacja wydawałoby się  mogłaby mnie zniechęcić do zdobywania gór ale tak się nie stało.

Zdarzenie to nauczyło mnie bardziej pilnować swoich rzeczy a także że nie należy wpadać w panikę gdy sytuacja wydaje się beznadziejna. Po pewnym czasie zdecydowaliśmy się trochę urozmaicić nasze wyjazdy o wspinaczkę. Oczywiście nie tak od razu, najpierw chodziłam do szkoły mojego chłopaka gdzie była ścianka wspinaczkowa żeby nauczyć się asekuracji i samej techniki wspinania.  Początkowo miałam problem ze skoordynowaniem rąk i nóg, jednak kurs asekuracji przeszłam pomyślnie.

Zdziwiłam się jak do asekuracji dostałam osobę większą i cięższą bałam się że nie dam rady okazuje się jednak, że nie ma opcji żeby taką osobę upuścić. Gdy już nauczyłam się wspinać pojechaliśmy na praktykę na jurę krakowsko-częstochowską ze znajomymi. Powiem szczerze że wspinanie na szkolnej ściance nie jest tym samym co wspinanie się w prawdziwych górach.  Co by nie mówić natura jest naturą jest jedyna w swoim rodzaju nie ma tam regularnie rozłożonych uchwytów które wręcz same „czepiają się ręki” tam często nie ma się czego chwycić i trzeba kombinować.

Nie mniej jednak wszystkim, którzy obecnie prowadzą życie domatora tak jak ja kiedyś polecam taki sposób spędzania wolnego czasu na pewno nie będziecie zawiedzeni. My na dzień dzisiejszy podbijamy już zagraniczne góry, niedawno zakupiliśmy tanie bilety lotnicze do Szwajcarii zobaczymy jakie będę wrażenia po powrocie. Na pewno się nimi podzielimy.

Zostaw komentarz