Autor:

Żart i strony www

rejst_strony_wwwStrony internetowe biura podróży były bardzo zachęcające, a banery reklamowe wręcz bajkowe. Oferowano wczasy w odległych, egzotycznych zakątkach świata po niezwykle atrakcyjnych cenach. Na wszelki wypadek otworzyła jeszcze strony www innych biur podróży, lecz ich oferty nie umywały się do pierwszego. Nie namyślając się długo, złożyła zamówienie. Na ekranie monitora pojawił się formularz do wypełnienia.

Po co im, do cholery, te wszystkie informacje, żachnęła się. Mężatka czy samotna? Liczba dzieci? Dom czy mieszkanie? Marka samochodu? Bez przesady! Zamknęła komputer. Nie mogła się jednak uspokoić. Dwa tygodnie na Rajskiej Wyspie na Oceanie Południowym za jedyne trzydzieści euro. Ponownie weszła na strony www biura i z rozmarzeniem popatrzyła przez chwilę na wijący się, piaszczysty brzeg obmywany falami oceanu. A jacy piękni mężczyźni, westchnęła, chyba jednak się zdecyduję. Nie muszę podawać całej prawdy w formularzu, przecież nie sprawdzą.

Została zakwalifikowana do wyjazdu na Rajską Wyspę na drugą połowę października. Czas płynął bardzo powoli. W pracy, z dnia na dzień, szef był w coraz gorszym humorze, a koleżanki prawiły jej małe codzienne impertynencje. Znosiła to spokojnie, wyobrażając sobie w takich chwilach siebie biegnącą po żółtym, miękkim piasku z atletycznym młodzieńcem u boku. Wieczorami lubiła wchodzić na strony www biura podróży, otwierać galerię zdjęć i wędrować palcem po porosłych palmami zielonych zboczach Rajskiej Wyspy.

Wreszcie wymarzony dzień nadszedł. O dziewiątej rano w nowej sukience z nową torbą w dłoni stawiła się na wyznaczony jej punkt zborny. Przejazd autokarem na lotnisko miał nastąpić o godzinie dziesiątej. Minęła dziesiąta, jedenasta, minęło południe, a żaden autokar ani żadni inni wycieczkowicze nie pojawili się na placu, z którego miała się rozpocząć jej podróż. O godzinie pierwszej po południu, zrozpaczona, weszła do małej kafejki po drugiej stronie małego centralnego skweru.

Zamówiła kawę i usiadła przy stoliku. Nagle zadzwoniła komórka. Myślisz, usłyszała głos koleżanki z pracy, że za trzydzieści euro uda ci się trafić do raju. To był żart, a ty dałaś się nabrać jak dziecko. Te strony www biura, zapytała drżącym głosem, to wasza robota? Oczywiście! Udały nam się, prawda? Wysyłamy ci zdjęcie, ślicznie na nim wyszłaś. Salwa śmiechu i komórka ucichła. Po chwili usłyszała sygnał nadejścia wiadomości. Otworzyła zdjęcie, spojrzała w okienko komórki. Zgarbiona, z opuszczonymi rękami i pochyloną głową stała przy krawędzi chodnika.

Wyglądała jak ósme nieszczęście. Zostawiła w kafejce nową torbę i wolnym krokiem udała się na najbliższy most. Weszła na barierkę, a po chwili zostały po niej tylko kręgi na brudnej wodzie. Albo inne zakończenie: zostawiła w kafejce nową torbę, biegnąc, dotarła do domu, wyjęła z szuflady szafki nocnej pistolet. Pojechała do pracy, weszła na swoje piętro i wystrzelała cały magazynek do szefa i swoich dowcipnych koleżanek. Ostatnią kulę przeznaczyła dla siebie.

Zostaw komentarz